
Kranówka za 21 milionów
To mogłaby być fabuła filmu sensacyjnego, gdyby nie fakt, że wydarzyła się naprawdę. Ponad milion litrów zwykłej wody z kranu, sprzedanej jako „innowacyjny preparat chemiczny”, zorganizowana grupa przestępcza i byli menedżerowie elektrowni na ławie oskarżonych. Śledczy właśnie zamknęli kluczowy etap walki z wielomilionowym przekrętem.
Mechanizm oszustwa: „Cudowny środek” z domieszką chloru
Głównymi postaciami w tej aferze są 46-letnia prezes spółki z województwa zachodniopomorskiego oraz jej 56-letni mąż. Para miała stworzyć zorganizowaną grupę przestępczą, która przez kilka lat oszukiwała PGE Górnictwo i Energetykę Konwencjonalną.
Sprzedawany elektrowni produkt miał być „opatentowanym, biologicznym preparatem”, który minimalizuje osady w instalacjach odsiarczania spalin. W rzeczywistości:
- 99,9% składu stanowiła woda kranowa z niewielkim dodatkiem chloru i kwasu fosforowego.
- Umowy skonstruowano tak, aby elektrownia nie mogła samodzielnie badać właściwości płynu.
- Oskarżona prezes na konferencjach branżowych udawała wysokiej klasy chemika, mimo braku odpowiedniego wykształcenia.
Byli pracownicy na usługach oszustów
Najbardziej bulwersujący w całej sprawie jest udział w procederze osób „z wewnątrz”. Na ławie oskarżonych zasiądzie łącznie 12 osób, w tym byli pracownicy pionu kierowniczego Elektrowni Bełchatów.
Z ustaleń prokuratury wynika, że:
- Dwie byłe pracownice przyjmowały łapówki (m.in. 20 tys. zł i 4 tys. zł, drogie perfumy, alkohol oraz opłacone wyjazdy zagraniczne).
- W zamian za korzyści przymykały oko na brak badań skuteczności preparatu i fałszowane pomiary.
- Dwaj inni członkowie byłego kierownictwa usłyszeli zarzuty wyrządzenia szkody wielkich rozmiarów – ich „przychylność” kosztowała elektrownię ponad 18 milionów złotych.
Skala strat i zabezpieczony majątek
Śledztwo prowadzone przez prokuraturę i ABW zgromadziło aż 118 tomów akt. Straty są gigantyczne:
- 21 milionów złotych – tyle elektrownia zapłaciła za bezwartościową wodę.
- 2,2 miliona złotych – straty Skarbu Państwa z tytułu tzw. zbrodni fakturowej (fikcyjne faktury).
Służby zabezpieczyły majątek oskarżonych, w tym gotówkę, nieruchomości oraz… zabytkowy pałacyk o wartości 4 mln zł, w którym mieściła się siedziba firmy oskarżonych.
Co dalej?
Proces przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim będzie jednym z najważniejszych postępowań gospodarczych w regionie. Głównym oskarżonym grożą surowe kary, w tym nawet do 25 lat więzienia za fałszowanie faktur na ogromne kwoty.
Ta sprawa pokazuje, jak niebezpieczne są luki w procedurach kontrolnych wielkich korporacji, gdy napotkają na nieuczciwość własnych kadr. To lekcja dla całego sektora energetycznego w Polsce.




